Słoneczna Piwnica Słoneczna Piwnica Słoneczna Piwnica Słoneczna Piwnica

Różne

Różne… Taki dział mi wpadł do głowy, jeszcze nie wiem po co, jeszcze nawet nie do końca wiem co tu będzie, ale myślę, że to będzie  trochę osobiste.

To, co mi wpadnie do głowy. To, co mnie zachwyci. To, co leży latami w szufladzie. Takie tam różności, Więc może kiedyś, coś znajdziesz tu dla siebie. Wymyśliłam sobie, że będą tu też ładne zdjęcia autorstwa mojego syna. Kamil tak pięknie widzi świat przez obiektyw.

Przeczytaj z uwagą

Namiary na poniższy tekst dostałam od mojej siostry z powyższym poleceniem. Odłożyłam tekst na później, gdy zobaczyłam jak jest długi. Przeczytałam dopiero dziś, po kilku dniach ….. Przeczytałam i pomyslałam, ze rzeczywiście trzeba się zastanowić, trzeba się odważyć. Właściwie temat jest mi znany, ale mimo to poruszył mnie. dlatego dzielę się nim z Tobą:

Beata Pawlikowska
Fragment książki „W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI”

Rozdział 34 Marek i jego boląca noga

Przykład, który opisałam w poprzednim rozdziale jest lekki. Rodzice oddają dziecko na kilka tygodni do krewnych, zgodnie z zaleceniem lekarza, żeby zmienić mu klimat. Wszyscy mają tu dobre intencje: lekarz, rodzice, krewni. A jednak mimo tych dobrych intencji w podświadomości dziecka pojawia się strach, który w takiej lub innej formie będzie mu towarzyszył przez całe życia – a raczej do chwili, kiedy będzie miał śmiałość poznać prawdę o sobie. Czyli do dnia, kiedy przestanie się okłamywać i będzie miał odwagę przyznać się do tego, co naprawdę czasem czuje – oraz z czego te uczucia wynikają.

Ale czasem zdarza się inaczej. Dorośli czasem krzywdzą swoje dziecko nie przez przypadek. Pedofil to wewnętrzne dziecko zatrzaśnięte emocjonalnie w jednej z żelaznych skrzyń z trollami. Tak, on też został kiedyś skrzywdzony. Nieważne w jaki sposób, czy celowo, czy przypadkiem, czy wykorzystany seksualnie, czy tylko porzucony albo odrzucony. Najważniejsze jest to, że w jego podświadomości powstał komunikat mówiący o tym, że jedynym źródłem spełnienia i zaspokojenia strasznego niepokoju, jaki w sobie nosi, jest seks z dzieckiem.

To jest dokładnie ten sam głos, który uruchamia anoreksję i bulimię, alkoholizm, narkomanię i wszystkie inne uzależnienia.

Ten głos mówi do bulimiczki:
– Muszę zjeść coś słodkiego, muszę! Bo jeśli nie zjem czegoś słodkiego, to zostanę pozbawiona tego, co jest mi najbardziej do życia potrzebne! Powietrza, bezpieczeństwa! Miłości! Uspokojenia tego potwornego szalejącego niepokoju, który wypełnia mnie od środka jak tropikalny huragan. Muszę!!!

Tak samo jest w przypadku kogoś uzależnionego od seksu:
– Muszę być blisko! Muszę! Jeśli nie poczuję fizycznej bliskości, zostanę pozbawiony tego, co jest mi najbardziej do życia potrzebne! Powietrza, bezpieczeństwa! Miłości! Uspokojenia tego potwornego szalejącego niepokoju, który wypełnia mnie od środka jak tropikalny huragan. Muszę!!!

To nie jest głos, który można powstrzymać siłą woli. To jest rozkaz podświadomości. Rozkaz i błaganie jednocześnie, które brzmią jak wołanie tonącego, jak polecenie instynktu samozachowawczego, który sugeruje, że jeśli to się nie stanie, zdarzy się coś strasznego.

Jeżeli jedno z rodziców albo oboje cierpią na taki rodzaj przymusu, to będą krzywdzić swoje dziecko, nie do końca zdając sobie sprawę z tego co naprawdę robią i jakie to będzie miało konsekwencje. Nie chcę rodziców usprawiedliwiać, wiem tylko z własnego doświadczenia jak działa taki przymus. Kiedy miałam bulimię, nie zawahałabym się ukraść pączka w sklepie gdybym nie mogła go kupić. Ten pączek nie był dla mnie ciastkiem. On był dla mnie wszystkim. On był miłością, której potrzebowałam, bezpieczeństwem, za którym tęskniłam i ukojeniem strachu, który ciągle we mnie szalał.

Są rodzice, którym brakuje cierpliwości. Potrafią rzucić dzieckiem o łóżko, chwycić za psią smycz i bić tak długo, aż się zmęczą, potrafią wyzywać i obrażać, potrafią niesprawiedliwie karać, a potem mieć poczucie winy i nadmiernie dziecko rozpieszczać. Co ja będę mówić, przecież sami wiecie. Każdy pewnie doświadczył w dzieciństwie czegoś takiego. A jeśli natychmiast zaprzeczasz że nie, że w twojej rodzinie było inaczej, wszyscy się kochali, było ciepło i bezpiecznie, to albo znajdujesz się w jednym procencie wyjątków, albo sam siebie okłamujesz, bo tak jest łatwiej.

Mam takiego znajomego, Marka, który ma własną firmę i świetnie mu się powodzi. Wszystko mu się udaje. Cokolwiek wymyśli, jest w stanie to zrealizować i doprowadzić do końca. I jest oczywiście bardzo zadowolony ze swojego życia. Pewnego dnia trafił do bioenergoterapeuty. Miał problem z odnawiającą się kontuzją nogi.

Lekarz zbadał go, posadził przed sobą w fotelu i zapytał:
– A jak było w twoim rodzinnym domu?
– Wzorowo! – odrzekł natychmiast Marek.
– A mógłbyś powiedzieć coś więcej?

– O moim rodzinnym domu? – zdziwił się Marek. Spojrzał na swoją nogę. – Ale… Co to ma właściwie do rzeczy?
– Wydaje mi się, że ma – odrzekł łagodnie lekarz.
– Z moją nogą??
– Tak mi się wydaje.

Marek pewnie miał ochotę natychmiast wyjść z tego dziwnego gabinetu, no ale siedział naprzeciwko lekarza, który patrzył wyczekująco, więc postanowił coś mu opowiedzieć, a potem jak najszybciej zakończyć wizytę.
– No… – westchnął. – Jak to w normalnym, dobrym domu: codziennie ciepły obiad, właściwie niczego nam nie brakowało, jak chciałem mieć piłkę, to dostawałem, jak chciałem wyjść z kolegami, to wychodziłem.
– A twoja matka?
– Najlepsza mama na świecie! Wszystko rozumiała, wszystko można było jej powiedzieć, nigdy mnie nie biła, nigdy nie zabraniała jeśli czegoś chciałem.

Marek wzruszył ramionami. Co to w ogóle za pytania? Jego matka? Chodzący wzór rodzica! Zawsze taka była.

A lekarz słuchał cierpliwie, nie przerywał, aż w końcu zapytał:
– A spędzaliście dużo czasu razem?
– Czasu? Razem? – zająknął się Marek. Zaczął mrugać powiekami i szukać w pamięci przykładów. Nie, no wiadomo, że tak od razu trudno sobie coś przypomnieć, prawda? Tym bardziej w takiej sytuacji zaskoczenia.
– No? – powtórzył lekarz. – Pamiętasz?
– No, jakoś w tej chwili nie pamiętam, ale oczywiście, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem, wyjeżdżaliśmy razem na wakacje…
– Ale w domu, poza wakacjami?
– No, jakoś w tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy.
– A nie pamiętasz, że zawsze bawiłeś się sam? Że twoja mama zawsze była zajęta i nigdy nie miała dla ciebie czasu? Nie pamiętasz tego?

Marek zbladł, a potem zrobił się czerwony jak wiśnia. I nagle sobie przypomniał. Ze strachem i z niechęcią, ale nagle sobie przypomniał godziny, jakie spędzał sam z samochodzikami, siedząc na podłodze w gościnnym pokoju. Nikt nigdy nie miał dla niego czasu. Jego mama rzeczywiście nigdy niczego nie zabraniała, bo w ogóle rzadko o cokolwiek pytała. Nie zajmowała się wychowaniem syna, bo nie miała na to czasu. On wychowywał się sam, ale świadomość tej samotności byłaby dla niego wtedy zbyt wielka do udźwignięcia, więc podświadomość stworzyła pewną iluzję, żeby łatwiej mu było żyć. I on z tą iluzją żył przez czterdzieści lat – do chwili kiedy trafił do bioenergoterapeuty, a ten powiedział mu zaskakującą rzecz:

– Twoja kontuzja nogi to twoje dzieciństwo. Jedną nogą jesteś wciąż daleko w przeszłości, bo zostało tam zatrzaśnięte coś, z czego nie zdajesz sobie w pełni sprawy. To są zamrożone emocje, które nosisz w sobie, bo nigdy nie pozwoliłeś sobie ich poczuć. Kiedy sięgniesz do tych emocji i kiedy sam przed sobą przyznasz się jak się wtedy czułeś, twoja noga wyzdrowieje, bo będziesz wtedy obiema stopami stał w rzeczywistości i w prawdzie.

Więc jeśli ktoś zapewnia, że miał cudowne dzieciństwo, pełno zabawek i kochających rodziców, ale jednocześnie cierpi na bulimię, anoreksję, nadużywa alkoholu albo leków, panicznie boi się podróży samolotem albo publicznych przemówień, to od razu wiem, że kłamie. Okłamuje samego siebie, żeby siebie – jako dziecko – uchronić przed takimi emocjami, których – jak mu się wydaje – nie byłby w stanie udźwignąć.

Myślę, że dotyczy do 99% ludzi w Polsce. Serio. Nie dlatego, że Polacy są złymi rodzicami, tylko dlatego, że bardzo dawno została utracona prawda. Ta najprostsza prawda o tym, co jest dobre, a co złe. Co człowiekowi służy i go wzmacnia, a co go osłabia i odbiera mu moc.

99% dorosłych, jakich znam, nie są szczęśliwi. Bywają zadowoleni, osiągają cele, rozwiązują problemy, ale nie są szczęśliwi. Bo nie potrafią. Bo za bardzo są przywiązani do tego, co zostało fałszywie zapisane w ich podświadomości. Więc ciągle muszą walczyć. Muszą walczyć o szczęście, o związek, o zdrowie, o pieniądze, o życie. Jeśli wydaje ci się, że musisz, walczyć, to nie umiesz być szczęśliwy. A nie umiesz być szczęśliwy tylko dlatego, że przeszkadzają ci w tym fałszywe kody zapisane w twojej podświadomości. Oraz żelazne skrzynie pełne trolli, w których ukryłeś te emocje, których nie wolno ci było doświadczyć jako dziecku, bo wtedy mogłyby cię zabić.

W tych żelaznych skrzyniach mieści się poczucie krzywdy, kiedy niesprawiedliwie zostałeś o coś posądzony, ból i rozpacz kiedy byłeś bity przez tych, którzy mieli ci dać miłość i poczucie bezpieczeństwa, samotność kiedy dorośli byli zbyt zajęci swoimi sprawami, żeby zwrócić uwagę na kogoś takiego małego jak ty, poczucie odtrącenia i wyobcowania kiedy przynosiłeś rodzicom swoje obrazki, wierszyki albo ludziki z plasteliny, a oni nie umieli docenić twojej kreatywności, poczucie odrzucenia, kiedy twój tata zabrał ci to, co miałeś najcenniejszego – na przykład gitarę, łyżwy albo piłkę nożną – i wyrzucił to do kosza za karę, że nie przynosisz dobrych stopni ze szkoły. Mam mówić dalej?…

Na pewno znacie takie przykłady ze swojego życia. Dorośli są czasem okrutni, nie zdając sobie z tego sprawy. Są tak samo zagubieni jak dzieci, ale uważają, że zawsze muszą sobie poradzić, więc podejmują decyzje, tracą cierpliwość, krzyczą, wymyślają kary, stosują przemoc fizyczną albo psychiczną, a potem cierpią na wyrzuty sumienia, przekupują, załamują się, chorują, szukają pomocy, aż wreszcie – jeśli mają szczęście – trafiają do lekarza, który mówi im:

– Twoje problemy z bezsennością (z sercem, z nogą, ze skórą, z depresją, z niepokojem) to twoje dzieciństwo, w którym częściowo wciąż podświadomie się znajdujesz i odrzucasz część siebie, której nie chcesz zaakceptować. Spróbuj przyznać się do tego, co naprawdę myślisz i co naprawdę czujesz w różnych sytuacjach, także tych, które zdarzyły się dawno temu.

Dopiero kiedy zaakceptujesz całego siebie, ze wszystkim, co jest i co było, będziesz mógł ruszyć naprzód ze swoim życiem. I dopiero wtedy będziesz w stanie poczuć się szczęśliwy. W pełni szczęśliwy – w taki sposób, kiedy człowiek czuje pełnię i sens i wie, że ma wszystko, co jest mu potrzebne.

Nieważne więc kto cię skrzywdził i jakie miał intencje. Czy byłeś molestowany, bity, oszukiwany, czy wychowałeś się w domu dziecka, czy zostałeś oddany do adopcji, czy rodzice byli pijani, czy siedzieli w więzieniu, czy chodzili do pracy, czy mieli dużo, czy mało pieniędzy. To nieważne.

Ważne jest to, co zrobiła z tym twoja podświadomość.

Spróbuj odrzucić schemat i fałsz. Spróbuj uwolnić się od potrzeby kurczowego trzymania się oficjalnej wersji zdarzeń. Spróbuj sięgnąć po to, co wydawało ci się, że jest zabronione. Po prawdę.

Fragment książki „W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI”, wyd. G+J, premiera 20 marca 2013

Przepremierowo książka pojawi się w sieci HDS od 6 marca

Z szuflady

Milczenie

Milczenie jest tak wymowne
Pojemne niczym walizka
W nim możesz wszystko
W milczeniu odgadniesz każdą rzecz
która jest i nie jest
W milczeniu możesz całymi godzinami
mówić „módl się za nami”
W milczeniu miłość możesz okazać
Nie używając słów uczucia wdrażać
Bo milczenie to taka rzecz wymowna
taka epistoła bezsłowna
Milczenie to też bagaż słów
których wypowiedzieć nie sposób
Milczenie żalem przepełnione
spala wątrobę niczym płomień
Więc mów

Cisza

Kocham ciszę
dobra jest
kołysze mnie
w ciszy słychać
tykanie zegara
serca bicie i krwi
pulsujący rytm
cisza śpiewa
szumem traw
i
ptaka trelem
zachwyca
liści szelestem
chmur szlakiem
wiatru szeptem
w ciszy wszystko jest
słuchaj więc

Świat dziecka

Wczoraj porządkowałam szufladę ze szpargałami i wpadły mi w rękę małe karteczki z trochę dziwnym tekstem. Nawet nie pamiętam kiedy to napisałam.

 

Jesteś jeszcze małą dziewczynką – mówi często do mnie tato. Czy ja wiem? Taka mała to ja już nie jestem, rozumiem to i owo. – Tatusiu! Jaka piękna tęcza, czy to pan Bóg tęczę maluje, czy dobre wróżki? – Skarbie, skąd ci przychodzą do głowy takie pytania?

– Tatku, a woda? Dlaczego jest mokra? Chciałabym to wiedzieć! – Chodź do domu, mama czeka z obiadem. Ojej, mam jeszcze tyle pytań, a dorośli nie chcą na nie odpowiadać. Babcia nawet raz powiedziała, że dzieci to powinno się widzieć, a nie słyszeć, ale widocznie w babci  czasach dzieci nic nie interesowało, a ja bym chciała wiedzieć wszystko. To jak mam się dowiedzieć skoro nie mogę pytać? Czasem czuję, że jestem dla nich jak mucha, przed którą trzeba się oganiać, bo brzęczy koło nosa i przeszkadza. Oni maja tyle spraw, a ja to co? Nie jestem sprawa?

– Tatku, a czemu zebra jest w paski? No, a trawa, czemu jest zielona?  …bo chlorofil… a co to jest chlorofil? – Pójdziemy na spacer tatusiu? –Dobrze Skarbie za godzinkę. – Och, za godzinkę, przecież godzinka jest długa, chodźmy teraz! – Nie mam czasu córeczko, poczekaj, idź się pobawić, potem pójdziemy. Dorośli ciągle nie maja czasu, zawsze coś mają do roboty, a ja? Ja już dawno wszystko zrobiłam. W pokoiku posprzątałam, Anetkę nakarmiłam i położyłam spać, a teraz chciałabym na dwór, a tu trzeba czekać, a ja nie lubię czekania.

– Julciu, chodź jeść, już jest obiadek. – Nie chce mi się jeść, chcę iść na spacer!

– Pójdziesz po obiedzie, a teraz umyj rączki i chodź.

Tacy grzeczni, tacy uprzejmi, ale wcale się z człowiekiem nie liczą.

– Spróbuj kochanie, jaki  dobry rosołek. – Nie lubię rosołku, jest paskudny.

– Zjedz, chociaż troszeczkę, za mamusię, za tatusia…

No dobrze, zjem im, ten rosołek, niech nie płaczą. Nie wiem czemu tak się przejmują, gdy nie chcę jeść. Czy to takie ważne? Przecież dzieje się tyle ciekawszych rzeczy. O, za oknem jest fascynujący świat. Lubię wszystko sobie dokładnie obejrzeć, dotknąć, popróbować, ale oni mi nie dają. Ciągle tylko: Julcia, nie rusz, nie dotykaj, nie bierz do buzi… I jak tu świat poznać, kiedy człowieka tak ograniczają. A człowiek chciałby zobaczyć to i owo, posmakować, rozebrać, zajrzeć. Oj, ile było krzyku jak wyjęłam kwiatek z doniczki, a ja chciałam tylko zobaczyć jak on od spodu wygląda. Albo skąd mogłam wiedzieć, że krem nivea  zaszkodzi kotu? Myślałam, że jak mama się smaruje to starej kotce też dobrze zrobi. Najgorsze, że uciekła i nie dała się wysuszyć, ale wyglądała… Chyba strasznie, bo jak   się wyrwała i dała susa prosto pod nogi sąsiadki, to ta o mało zawału nie dostała. Przynajmniej tak mówiła mamie. No, teraz straszą mnie, że kotka zdechnie, ale to chyba nieprawda, bo ja w końcu też zjadłam trochę tego kremu i nie zdechłam, to i kotka może przeżyje.

A oto i wieczór. Och, jakie piękne niebo usiane gwiazdami.

– Tato, a ile jest gwiazd na niebie? A dlaczego niektóre migoczą? A księżyc wygląda jak rogalik, o widzisz, Twardowski, tam, na kogucie, w jednym bucie… A skąd przychodzi sen? Och jak się oczy kleją…

© 2012-2014 Słoneczna Piwnica. Pracownia Artystyczno-Terapeutyczna. Danuta Kozłowska - HTML5 - stat4u